Jest sobota, do południa jeszcze kawałek czasu. Zakładam kuchenny fartuch z wzorkiem w tzw. cipki i przystępuję do zabawy w kuchni. Piekę, siekam, blanszuję, odmierzam, ważę i śpiewam przy tym, albo pogwizduję.Dzieci wpatrzone we mnie wielkimi oczami. Relaksuje mnie to gotowanie niebywale. Dzisiaj na przykład upiekłem babeczki z wiśniami, a w planach jest jeszcze chleb no i obiad. Często gotuję. Wiedzą to Ci co mnie znają. Odpoczywam przy tym. Realizuję przy tym rzymski ideał niepróżnującego próżnowania. Kocham jedzenie i gotowanie. Czasem jednak rozbijam się o takie frapujące mnie pytanie. Czy gotowanie jest męskie? Tyle się mówi teraz o tym, że faceci niewieścieją, że zmieniają się role społeczne, modele rodziny etc. T o w końcu, jak to jest? Ciekawe...